Najbardziej pomocnym krajem były Niemcy, które również nawoływały aby inne kraje też pomagały Grecji. Na tą syrenią pieśń Pani Merkel dał się wciągnąć nasz premier, aż w sam wir niebezpieczeństwa. Nie zastanawiało was co się kryje za tym nawoływaniem Pani kanclerz?
Niemcy są krajem eurokołchozu, który przekazał Grecji najwięcej pieniędzy. Jest to jednoznaczne z utratą tych pieniędzy. Kraj bogów i herosów ma gospodarkę i finanse w tak opłakanym, że bogowie Olimpu już dawno wyemigrowali, za chlebem. Tak moi drodzy, Grecji nie da się uratować! Jest ona Bernardem Madoffem Unii Europejskiej - bierze pieniądze od innych, które bezpowrotnie znikają w finansowej piramidzie.
Pani Merkel widząc co się dzieje, zachęca inne kraje do "pomocy". Aby zaprzestać dalszej utraty niemieckich euro, musi ona zachęcić inne do ratowania swojego kraju. Tak, to nie pomyłka. Jeśli inni euroczłonkowie podarują smakoszom oliwki, fety i Ouzo swoje ciężko zarobione pieniądze, to Niemcy będę mogli przestać wspierać akcję "ratowania Grecji", a dalsze straty rozłożą się na pozostałe kraje.
Najważniejsze jest to, że dalej wszystko będzie się działało pod kamuflażem unijnej pomocy, aby pokazać swoją solidarność i nie przyznać racji eurosceptykom - jak np. Nigel Farage - że UE fatalnie funkcjonuje.
Jest to miła perspektywa, biorąc pod uwagę, że idąc dalej ta drogą, nam w Polsce przyjdzie wystawić na ulicach własną inscenizację greckiej tragedii.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz